Chrupkowy detoks

Przekonanie do BARFa & Whole Prey naszych zwierząt, uzależnionych od “naturalnych”, “dobrze zbilansowanych” i “zdrowych” karm, może okazać się trudnym zadaniem. Aby mu podołać, sami musimy “wyleczyć się” z takich karm. Może to okazać się niełatwe – zazwyczaj próżno szukać pomocy w owym “zdrowieniu” u lekarzy weterynarii… Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego właściwie każdy gabinet weterynaryjny jest jednocześnie sklepem z karmą dla zwierząt? Prawda jest taka, że pytanie weterynarza o żywienie naszych zwierząt często ma dokładnie tyle samo sensu co pytanie przedstawiciela handlowego o to, czy warto kupić produkt, który sprzedaje.

czarna-ksiega-karmy-dla-zwierzat-u-iext25463921 W karmowym detoksie naszego mózgu pomoże nam za to Dr Hans-Ulrich Grimm. Jeśli  macie wątpliwości, czy po jego książkę sięgnąć warto, zaraz się ich pozbędziecie.

Jak donosi niemiecki dziennikarz, do karm trafia to, co nie nadaje się dla ludzi. Główną  część “mięsa” używanego do produkcji karm stanowi zatem wszystko to, co pozostało po  produkcji mięsa dla ludzi, wraz ze zwłokami zwierząt, które do zjedzenia przez ludzi się  nie nadają. W próbkach karm wykryto między innymi obecność środków używanych do usypiania  zwierząt domowych.

Myli się ten, kto myśli, że ubojnie sprzedają te “produkty” dostawcom karm. Jest wręcz  przeciwnie. Dostawcy pobierają od ubojni opłaty… za utylizację śmieci. I tak już niezbyt  świeże odpady, o których mowa, w drodze do miejsca swojego przeznaczenia, pokonują  znaczące odległości i muszą być przechowywane przez długi czas. Naturalnie, zdarzają się zatrucia. Rokrocznie całe partie karm są wycofywane wskutek skażenia truciznami wytwarzanymi przez pleśni i grzyby.

Firmy “spalone” w produkowaniu żywności dla ludzi w związku z głośnymi w mediach aferami (np BSE), stają się dostawcami producentów karm. Niewielkim zaskoczeniem powinno być więc to, że dostawcą największych koncernów produkujących karmę wciąż pozostaje firma, która przez lata przerobiła ścieki (również te z ludzkiej kanalizacji) na tysiące ton karmy dla zwierząt. Nie powinny jednak dziwić takie praktyki w środowisku, które dysponuje odpowiednim zapleczem finansowym i co za tym idzie wystarczającą siłą perswazji, by zainicjować badania dowodzące, że skarmianie zwierząt ich własnymi odchodami… jest zdrowe.

Aby karma produkowana z tak apetycznych składników nie psuła się, oczywiście nie szczędzi się jej konserwantów. Żeby prezentowała się atrakcyjnie dla ludzi, konieczne są barwniki. By zwierzę zwalczyło naturalną niechęć do śmieci, które sypiemy mu do miski, karma wzbogacona zostaje sztucznymi aromatami, a żeby jadło jej jeszcze więcej – producenci nie szczędzą substancji uzależniających. Nie znajdziemy na opakowaniach informacji o zawartości tych składników w karmie – w niektórych krajach takie deklaracje są wręcz zabronione.

Czy wciąż macie ochotę sięgnąć po paczkę wygodnej, suchej karmy?

Nie trzeba mieć doktoratu, by domyślić się, że żadna komercyjna karma naturalna,  zdrowa czy zbilansowana nigdy nie będzie, bo nie ma prawa taka być. Nawet gdybyśmy  żyli w idealnym świecie i w jakiś nieprawdopodobny, magiczny sposób ulepiony ze zbóż,  barwników i konserwantów granulat byłby w stanie pokryć zapotrzebowanie na  składniki odżywcze statystycznego, uśrednionego mięsożercy – nasze zwierze  statystyczne i uśrednione nigdy nie będzie. W naturze bilansowałoby swój pokarm słuchając  swojego instynktu i organizmu. Pod naszą opieką – zdane jest nasz rozum.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s