Tolkienowski BoysBand

Miałam ogromną ochotę obejrzeć w kinie Jurassic World. Po cichu liczyłam, że może Królowa Matka łaskawie mi to umożliwi rodząc przed dniem premiery. Naiwna ja, ha. Na pocieszenie postanowiłam więc odświeżyć sobie w domowym zaciszu stare odsłony kultowych filmów o dinozaurach. Wspominałam już, jaka z Tuli jest małpa? Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła rodzić w połowie seansu.

Ale do rzeczy.

Untitled-1

Kiedy ma się pod opieką kotkę w ciąży… kiedy głaszczemy jej nabrzmiały brzuch, czujemy przesuwające się w nim kształty, kiedy ze wzruszeniem uświadamiamy sobie, że kocięta zaczynają reagować na nasz dotyk… Dociera do nas w pewnym momencie, że to nie są już jakieś potencjalne kocięta, które kiedyś tam przyjdą na świat. Dociera do nas, że to małe kocie osóbki, które już są na tym świecie – żyją i czują, a jedyne co je od nas dzieli, to cienka warstwa skóry i tłuszczu na brzuchu ich matki. I wtedy jedyne czego pragniemy, a pragniemy tego naprawdę mocno, z najgorętszych zakamarków naszego serca, żeby te drobne, kochane kocie osóbki zdołały pokonać tą krótką, ale tak niebezpieczną drogę z brzucha swojej mamy w objęcia naszych stęsknionych dłoni. I tak trudno jest wytłumaczyć sobie, że czasem może im się to nie udać. Tak trudno jest się z tym pogodzić.

Minionej nocy z bólem serca zmierzyłam się z tą ponurą wizją. Wiem, że w życiu każdego hodowcy przychodzi taki dzień, kiedy to straszne widmo staje się rzeczywistością. Z niewyobrażalną ulgą mogę napisać jednak: But it is not this day.

Początek porodu był przygnębiający.

Tula już wieczorem była bardzo niespokojna i nawoływała Ardę, nalegając na jej towarzystwo. Mimo późnej pory oczywiście nie było mowy o tym, żeby iść spać, a zatem czekaliśmy. Czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy. Skurcze pojawiły się około 2:30, zaraz potem odszedł czop i… czekaliśmy dalej. Tula dawała z siebie wszystko, parła z całą mocą, ale to wydawało się niewystarczające, by wypchnąć kociątko, które przez niewłaściwe ułożenie zablokowało się w drogach rodnych. Był to jeden z tych dziwnych momentów w życiu, gdy czas gubi sens. Z jednej strony minuty pędziły jak szalone, odbierając nam nadzieję na to, że kociątko przeżyje, a z drugiej każda z tych minut trwała dla nas całą wieczność. Kto tego nie doświadczył, nie jest w stanie wyobrazić sobie tego bezsilnego żalu, gdy kociątko jest już tuż tuż, tak blisko, że centymetry dzielą je od życia, a jednocześnie te same centymetry mogą przesądzić o jego śmierci.

Minionej nocy los był dla nas łaskawy. O 3:30 Tula zdobyła się na niewyobrażalny wysiłek i z przerażającym rykiem bólu wypchnęła kociątko w moje ręce. Mimo zmęczenia natychmiast rzuciła się, by z moją pomocą doprowadzić kociaka do ładu – ku naszej wielkiej radości, kocurek odessany, osuszony i ogrzany po kilku chwilach ożywił się i zaczął węszyć w poszukiwaniu maminego cycucha. Jego waga urodzeniowa to 105g. Dostał złotą wstążeczkę pierwszeństwa i jako pierworodny B-obas przyjął imię Bëor – pierwszego wodza pierwszego rodu Edainów.

Kolejne kocięta postanowiły zaoszczędzić mamie kłopotu i rodziły się szybko i sprawnie.

O 3:55 przyszedł na świat kolejny kocurek, o wadze 103g. Wraz z zieloną wstążeczką dostał imię Brego – imię drugiego króla Rohanu.

O 4:10 do rodzeństwa dołączył kolejny kocurek, o wadze 98g. Przez pomyłkę został oznaczony czerwoną kokardką i w związku z tym zdecydowaliśmy się nazwać go Borgil – jest to imię Czerwonej Gwiazdy zdobiącej niebo Śródziemia.

O 4:43 nasza kocia mama postanowiła poświęcić chwilę sobie i pochłonęła solidny posiłek.

009 010

Odżywiona, Tula zabarała się znów do pracy i w promieniach wschodzącego słońca przebijających się przez gęstą mgłę powitaliśmy ostatnią dwójkę kociąt.

O 4:48 urodził się ważący 98g kocurek naznaczony niebieską wstążką i imieniem Bard.

O 5:05 przyszedł na świat ostatni z B-obasków, ważący 100g, Beleg.

To jaką świetną matką jest Tula ponownie napawa nas dumą. Niemniej jesteśmy też dumni z Ardy, która od pierwszego skurczu do ostatniego łożyska czuwała tuż przy porodówce i gdy tylko była okazja, podnosiła swoją mamę na duchu całusami i barankami.

 005 006

007 008

004

A Aurelka… no cóż, jak to Aurelka. W pierwszym odruchu uciekła w najdalszy zakątek naszego mieszkania, a mianowicie wcisnęła w najdalszy kąt balkonu. Aurelka, cienki bolek, panicznie boi się porodów i kociąt w pierwszych dobach życia. Muszę jednak oddać jej sprawiedliwość – gdy usłyszała ryk bólu Tuli towarzyszący wypchnięciu na świat Bëora, pokonała strach i przybiegła przyjaciółce na ratunek, kochana Aurelka.

Rano Tula odwiedziła jeszcze najbliższy gabinet z usg, byśmy upewnili się, że zdołała wydać na świat wszystkie czekające na to kociątka i sprawdzić, czy trudny poród pierwszego malca nie narobił szkód w organizmie dzielnej Super Mamy.

Kocięta grzecznie jedzą, śpią i pozwalają się pielęgnować Tuli, która doskonale dzieli czas między opiekę nad dziećmi a dbaniem o swoje potrzeby.

Idealna matka. Królowa Matka ❤

011 012

013 015

018 021

Więcej zdjęć…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s